#tekst #cierpienietosciema #dexter
Będę o tym mówić, bo jestem WKUR...ONA! 😤😡
(Ten post nie służy wartościowaniu ani wywoływaniu poczucia wyższości. Jest wezwaniem do powrotu do korzeni i mieści się w mojej obecnej perspektywie).
Odkąd ustanowiono patriarchat i strącono z cokołu figurę prawdziwej Matki, wszyscy staliśmy się sierotami. Na wielu poziomach odcięto nas od czucia własnego ciała i płynącej w nim energii. Staliśmy się dziećmi urodzonymi w bólu, w sposób absolutnie nienaturalny i przyjęliśmy ten koszmar za nieuniknioną normę.
Dla wielu może to być szokujące, ale kobieta biologicznie jest stworzona do rodzenia w przyjemności. Niespodzianka! Człowiek jest stworzony do przychodzenia na świat w zachwycie, w pełnym połączeniu ze Źródłem i do dalszego doświadczania życia całą swoją istotą m.in. właśnie poprzez ciało.
Czucie tego niewidzialnego impulsu, który porusza nas i naturalnie dąży do rozkoszy.
Tak! Życie w swej naturze jest po prostu fajne, żywe, ciekawe, spokojne, piękne i ekscytujące.
Ból jest tylko informacją o źle obranym kursie. Jest krzykiem o potrzebie radykalnej zmiany, o wyjściu poza własną, ciasną percepcję.
Zrodzono nas w cierpieniu i zmuszono do masowej wiary, że to absolutna norma. To największe kłamstwo. Są na to twarde dowody m.in. w antropologii czy kulturoznawstwie, ale nie będę ich przytaczać, bo to nie moje poletko , ja to po prostu czuję i doświadczyłam tego na własnym, żywym, mięsie.
Ludzkość z głodu uciekła do głów: w nadmierną intelektualizację, agresję, rzeź i zwalczanie się nawzajem. Zapomnieliśmy, że nawet najbardziej zaawansowana inżynieria jest wciąż NICZYM wobec siły zintegrowanego człowieka: złączonego ciała, umysłu i duszy.
Używamy nędznego ułamka naszych możliwości, a naszą prawdziwą moc od wieków ukrywają znane instytucje.
Żyjemy w ciągłym rzeźnickim cięciu!
Niemal wszyscy zostaliśmy wychowani w separacji, która jest równoznaczna z wielokrotną śmiercią na poziomie trzewnym. W dziecięcej bezbronności żyliśmy w ciągłej traumie, walce i osamotnieniu dziś różnimy się między sobą tylko stopniem jej nasilenia.
Nawet jeśli wydaje Ci się, że miałeś „zdrowe” dzieciństwo - jesteś w błędzie. Mówię to z całą pewnością. Chory jest cały globalny system! Cała ta opieka instytucjonalna, w której bezwzględnie przycina się różnorodność ludzi pod jeden bezduszny wzorzec, dyktowany eufemistycznie „uwarunkowaniami kulturowymi”.
W sam fundament ludzkiego istnienia zapuszczono robaka.
Zachód serwuje nam lata psychoterapii, która próbuje leczyć umysł, ale ciało zostawia na rzeź w dalszej, okrutnej separacji.
Współczesna duchowość to tylko kolejna iluzja, w którą wpadamy z głodu, ta mrzonka, która prawi: „Nie skupiaj się na tym, co cię nie wspiera”.
A ja będę o tym mówić! Bo chcę wspierać rzeczywistą zmianę i jestem wkur...ona!
To musi wreszcie stać się wiedzą powszechną.
Prawdziwy fundament:
Fundamentem zdrowej psychiki i zdrowego ciała jest Kochająca, miękka, reagująca Matka, osłonięta pełną troską i bezpieczeństwem przez mężczyznę. To najważniejsze, najbardziej odpowiedzialne funkcje na tej planecie! Tytuły, doktoraty, majątki i rytuały są przy tym NICZYM.
Każda matka w tym popapranym świecie wie, jak nieludzko trudno jest lać miłość z pustego, głodnego serca. Salomon nie naleje, a matka jednak potrafi. To jest mistyczna, niezrównana siła. A kobiety, które tę więź całkowicie utraciły i zwalczały własne dzieci? To po prostu najgłębiej ranione ofiary innych, wcześniejszych ofiar.
Niemal każda matka zna to paraliżujące: „Nie mam już siły”.
Niemal każdy mężczyzna, który mimo wszystko został, zna to przytłaczające: „To za trudne, chcę uciec”.
Nie ma rzeczywistej zmiany na tej planecie bez rozwalenia i przebudowy samego fundamentu i właśnie dlatego do tej roli potrzeba całej, zjednoczonej wioski.
Rzeczywistą zmianę w tym kolektywnym bagnie mogą przynieść dzieci zaproszone na świat bez ciężarów i rodowych klątw, które ciągną się za nami od tysięcy lat. Dzieci rozwijające się w swoim nieskonczonym potencjale.
Naszą jedyną rolą jest stworzyć dla nich bezpieczną przestrzeń.
Dzika Kasia